No to pora na pierwszą recenzję J Pod ostrzał poddaję szampon i odżywkę L’Oreal Absolut Repair. Te dwa kosmetyki wpadły w moje ręce przypadkiem, pracowałam przy kampanii L’Oreala promującej właśnie tą serię i po skończonym makijażu dostałam właśnie wyżej wymienione cudeńka. Zacznę może od tego, jakie są moje włosy żeby dać wam zarys tego, czego sama szukam w tego rodzaju produktach. Moje włoski są w opłakanym stanie i to wyłącznie z mojej winy, bo ich nie oszczędzam. Mniej więcej, co 2 miesiące farbuję, codziennie suszę i prostuję. Parę lat temu (3 lata temu) zafundowałam im terapię szokową, ponieważ zafarbowałam je na czarny kolor, po czym po kilku dniach zmieniłam zdanie i rozjaśniłam do kanarkowej żółci, a po jakimś czasie ponownie je przefarbowałam, bo żółć mi się nie podobała. Do tego doszła dieta, po której straciłam połowę objętości swoich włosów i niestety nadal wypadają, ale przynajmniej nie w tak oszalałym tempie jak wtedy. Więc po tych wybrykach i codziennym traktowaniu moich włosów gorącymi narzędziami doprowadziłam je do stanu gdzie, jeśli nie użyje odżywki to nie ma mowy o ich rozczesaniu. I tu niespodzianką był szampon AR, zrobił coś, co żaden poprzedni, rozczesałam włosy bez odżywki J A efekt w połączeniu z odżywką daje lśniące zdrowe włosy, no może nie od razu zdrowe, ale przynajmniej tak wyglądają i po ponad miesiącu używania są bardziej odżywione i mocniejsze. Do tego pachnie bardzo przyjemnie. Szampon ma jeden minus, po długim czasie jego używania zauważyłam, że włoski szybciej mi się przetłuszczają, L Więc jeśli miałabym go kupić to bym się niestety zastanowiła, natomiast odżywkę kupię na pewno, bo i tak nie nakładam jej nigdy na skórę głowy, a świetnie odżywia moje włosy i nie chciałabym z niej zrezygnować. Polecam tą serię, no przy najmniej szampon i odżywkę, bo to mam przetestowane, z czystym sercem. Uważam, że ta kolekcja nadaje się do włosów bardzo zniszczonych, suchych,zmęczonych chemią, bardzo łamliwych i jest idealna do ratowania włosów takich jak moje J

No i muszę się czymś pochwalić J W końcu mi coś urosło, tak, tak w końcu. Niestety nigdy nie będę ogrodnikiem, bo jedyne roślinki, które przeżywają w moim domu to kaktusy. Jak zapomnę je podlać to nic im się nie dzieje. Natomiast tym razem się uparłam, ale pewnie bez pomocy Pawła i tak bym ją ususzyła, a mowa tu o krzaczku truskawki, który dostałam właśnie od mojego lubego. I tak przy pomocy ukochanego miałam możliwość zjedzenia dwóch najsmaczniejszych truskawek w moim życiu J